Jesteś tutaj
Strona Główna > Aktualności > Zapamiętam tę parafię jako żywą, pełną dzieci i młodzieży – wywiad z kl. Radosławem

Zapamiętam tę parafię jako żywą, pełną dzieci i młodzieży – wywiad z kl. Radosławem

Ks. Radosław Mielczarek z dziećmi, par. Św. Brata Alberta Świebodzice

We wrześniu kleryk Radosław Mielczarek odbywał praktykę akolicką w naszej parafii, a dziś w seminarium powoli przygotowuje się do świeceń diakonatu, które już w maju 2018. Na koniec praktyki udało się przeprowadzić wywiad z przyszłym księdzem, w którym mówi o swoim powołaniu i o chwilach spędzony w szkole i na parafii w Świebodzicach. Zapraszamy do lektury.

Redaktor: Kiedy Ksiądz akolita zdecydował się, aby zostać Księdzem?

Kleryk Radosław Mielczarek: Na to pytanie trudno odpowiedzieć jednoznacznie i konkretnie. Nie było w moim życiu wielkiego nagłego nawrócenia, nie znam konkretnej daty podjęcia decyzji, ani dnia, gdy pierwszy raz pomyślałem, że będę księdzem. Pragnienie bycia przy Kościele odkrywałem już w gimnazjum, ale nie wiedziałem, jak mogę zrealizować w pełni to pragnienie. Byłem zwykłym nastolatkiem, miałem dziewczynę, swoje pasje oraz byłem zaangażowany w ruch harcerski, gdzie pełniłem funkcję drużynowego 85 Strzegomskiej Drużyny Harcerzy „ROTA”, to wszystko nie pomagało mi podjąć decyzji co robić dalej, gdzie iść na studia, jaką drogę życia wybrać, bo z jednej strony bardzo kochałem Kościół i chciałem mu służyć, a z drugiej bardzo mocno chciałem żyć w świecie. Z pomocą przyszedł w 2009 roku mój spowiednik i kierownik duchowy, który pozwolił mi odkryć wolę Pana Boga wobec mnie. W 2011 roku w drugiej klasie liceum podjąłem decyzję, że za rok wstępuję do seminarium, od tej chwilo to pragnienie pielęgnowałem i przygotowywałem się do wstąpienia do Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Świdnickiej w 2012 roku.  

Czy należał Ksiądz do Służby Liturgicznej?

Tak, do Służby Liturgicznej należałem, ale co ciekawe od trzeciej klasy gimnazjum, nigdy wcześniej nie chciałem być ministrantem, bo wstydziłem się kolorowych sukienek w różnych kolorach, które nosili moi koledzy. Gdy jeden z kapłanów był nieugięty i prosił bym został ministrantem zachęcając, że to fantastyczna przygoda, ja postawiłem warunek- alba albo nie będę ministrantem i tak od razu zostałem lektorem. Gdy dziś patrzę na warunki, które postawiłem mojemu duszpasterzowi patrzę na nie z przymrużeniem oka, byłem niedojrzały i nie rozumiałem co to jest służba Panu Bogu a co dopiero służba przy ołtarzu. Wtedy nie miałem zielonego pojęcia, że te kolory, że strój ministranta jest tak ważny i że to nie rewia mody, a konkretna służba, nie ważne w jakim stroju.

Czy lepiej jest chodzić na religie w szkole jako uczeń czy jako katecheta?

To trudne pytanie. Jako uczeń byłem katechizowany przez 12 lat, uczestniczyłem w dziesiątkach jak nie setkach katechez. Na moich katechetów patrzyłem różnie, jednych podziwiałem i zachwycałem się tym, co potrafili z nami zrobić podczas katechezy, jak bardzo chcieli poznać nas z Bogiem, innych spostrzegałem jako leniwych i nieradzących sobie z moją klasą. Jako uczeń lubiłem katechezę, nie traktowałem jej jako luźnej lekcji, gorszej od innych, jednak nie zawsze doceniałem pracę katechetów, dopiero teraz widzę ile czasu zajmuje przygotowanie katechezy, stworzenie prezentacji, znalezienie filmików, piosenek, napisanie planu katechezy, łączenie tego z podręcznikiem i by to było atrakcyjne. Dziś przychodzi mi uczyć się uczyć innych. Miałem już niewielkie, ale zawsze jakieś doświadczenie katechizacji dzieci w pierwszych sześciu klasach szkoły podstawowej, gdy rok temu byłem na praktyce duszpasterskiej w Dzierżoniowie. Spotykanie się z pierwszakami, ale i szóstoklasistami sprawiało mi ogromną radość. Dziś kończę praktykę w Świebodzicach, gdzie udało mi się uczyć roczniki dawnego gimnazjum oraz dzieci w przedszkolu. Odpowiadając na pytanie, jako uczeń, nie martwiłem się o to co będzie na katechezie, co się wydarzy, jakie treści przekaże mi mój katecheta. Jako praktykant, a potencjalnie nauczyciel bardzo się bałem młodzieży gimnazjalnej, bo niestety krąży mit na temat tej młodzieży, że jest trudna, że nie da się prowadzić katechezy. Mit okazał się tylko mitem. Z młodzieżą mogłem rozmawiać, dzielić się swoim doświadczeniem wiary i jej przeżywaniem, był to czas niesamowitej łaski, bo zobaczyłem jak bardzo zależy mi na uczniach, zwłaszcza na tych łobuzach z pierwszych ławek, którzy „za karę” zostali przesadzeni. Zobaczyłem też, że każdy jest inny i wymaga innego podejścia. Nie obyło się oczywiście bez stresu i małych potknięć, ale od tego jest praktyka, by się uczyć. Zdecydowanie lepiej jest jednak z drugiej strony tablicy, ponieważ można dawać, nie tylko brać, a to przecież jest największa radość.

Dlaczego młodym ludziom w obecnych czasach tak trudno jest pójść za Jezusem?

Zadaje Ksiądz bardzo trudne pytania. Myślę, że odpowiedzi jest wiele. Patrzę na swoje życie i niewielkie doświadczenie. Dziś świat mówi, nie idź do seminarium, tam są sami tacy i tacy ludzie, nie idź, bo będziesz tacy jak inni księża, nie idź, bo będą Cię wyzywać na ulicy, nie idź bo nie będziesz miał rodziny, nie idź, bo jak ty sobie poradzisz z celibatem, przecież to chore… można by mnożyć zarówno jeśli chodzi o życie konsekrowane jak i w obecnych czasach, gdy mowa o czystym narzeczeństwie, czy pięknym małżeństwie. Wzrastamy w takim środowisku, nie każdy ma szczęście być w Oazie, w parafialnej grupie młodzieży, czy wśród ministrantów. Nie każdy posiada dom z wartościami chrześcijańskimi albo przynajmniej sprzyjający rozwijaniu powołania. Świat się zmienia i dlatego łatwiej złemu nas przestraszyć. Idąc do seminarium tak właśnie byłem przez złego kuszony, ale rozeznanie był takie, by zobaczyć jak bardzo zły chce przeszkodzić, jak bardzo go to boli, że chcę być księdzem. A z drugiej strony jak bardzo zależało na tym Bogu, który ciągle dawał mi zapewnienie mówiąc „wystarczy ci mojej łaski, nie bój się, będę z tobą, zaufaj, twoja przyszłość jest pełna pokoju”. To niesamowite doświadczenie. Kolejna rzecz to, że świat się zmienia, ale pragnienia człowieka chyba nie. Człowiek, zwłaszcza młody poszukuje szczęścia, poszukuje sensu życia, możliwości wyrażenia siebie i to często wykorzystuje szatan, który wprowadza nas w drogi, które prowadzą do świata iluzji i pozorów, o czym przekonujemy się z czasem. Gdy człowiek spotka Boga żywego, nie takiego, o którym można powiedzieć Bóg mojej mamy, mojego kolegi, lecz, o którym można powiedzieć Mój Bóg to wtedy życie się zmienia i decyzję jest podjąć łatwiej, bo to nie dla mnie, idę, wybieram, podejmuję decyzję, lecz dla Niego. Uważam, że bez prawdziwego doświadczenia Boga, bez doświadczenia Jego miłości, tego, że Jezus umarł za każdy mój grzech i że wykupił mnie, wybawił od śmierci dając nowe życie nie wytrwamy w decyzji, bo to ciągle będzie Bóg, który jest odległy i formalny. Bóg chce wejść w każdą przestrzeń naszego życia, chce być Bogiem z nami. Ja odkryłem to bardzo późno, może za późno, ale Pan ma plan dla każdego, wystarczy rzucić się w Jego ramiona i zaufać. Tyle i aż tyle.

Jakie wydarzenie/wydarzenia z życia seminaryjnego najmilej Ksiądz wspomina?

Było ich mnóstwo, jeśli chodzi o te najbardziej wzniosłe, najbardziej ważne to z pewnością był to moment, gdy powiedziałem rodzicom o moich planach, kolejnym było to, jak bardzo cieszył się mój proboszcz ks. Marek Babuśka, i jak wiózł mnie na pierwsze spotkanie do seminarium z ks. Rektorem. To były początki. Kolejnym ważnym wydarzeniem były obłóczyny i akolitat. Wszystkie wyjazdy i wycieczki były świetne. Mile wspominam pracę w redakcji gazety seminaryjnej jak również organizację dnia św. Mikołaja. Tak wymieniam i wymieniam i końca nie będzie, więc niech tyle wystarczy. Seminarium to najpiękniejsza rzecz jaka się przydarzyła w moim życiu do tej pory, wiec tak naprawdę każda chwila ta przyjemna i ta trudna jest czasem wyjątkowym, który wiem, że jest mi potrzebny i konieczny by iść dalej z Nim.

Który rok nauki uważa Ksiądz za najtrudniejszy? Dlaczego?

Chyba pierwszy rok nauki był najtrudniejszy, stres przed pierwszym egzaminem jest nie do opisania, był to egzamin z historii Kościoła – starożytność. Przeskoczenie z systemu jaki jest w liceum na ten, który obowiązuje na studiach był dla mnie trudny. Zawsze stresuję się sesją i egzaminami, jednakże mam już wypracowany system nauki, zapamiętywania więc każda kolejna sesja jest prostsza z tego względu.

Który z przedmiotów wykładanych w seminarium sprawia Księdzu największą trudność, a jaki Ksiądz najbardziej lubi? 

Najbardziej lubiłem wykłady z psychologii, ewangelii synoptycznych, prawa kanonicznego, bardzo nie lubiłem antropologii i filozofii przyrody, a metafizyka byłą dla mnie czymś nie do ogarnięcia.

Na co Ksiądz zwrócił uwagę w naszej parafii podczas praktyki?

Jeśli chodzi o duszpasterstwo to byłem bardzo zaskoczony ilością dzieci w kościele podczas niedzielnych Mszy świętych, było to coś z czym nie miałem okazji się zmierzyć wcześniej, nigdy nie widziałem tyle dzieci w kościele, które wychodzą na środek by posłuchać kaznodziei. Zwróciłem uwagę na troskę parafian o swoja świątynię, to było dla mnie bardzo widoczne, dodatkowo z wielką uwagą spoglądałem na księdza Proboszcza, który z pasją oprowadzał mnie po kościele pierwszego dnia mojej praktyki, mówiąc jak to będzie wyglądać za jakiś czas, widziałem jak bardzo mu zależy na tym by kościół św. Brata Alberta był piękny. Wiele rzeczy było i jest innych niż w mojej rodzinnej parafii i to było świetnym doświadczeniem, bo uczyłem się innego duszpasterstwa, innej pracy co rozszerza mój horyzont przyszłej pracy kapłańskiej. Zapamiętam tę parafię jako żywą, pełną dzieci i młodzieży, w której pracują księża, którym zależy na swoich parafianach, zapamiętam ludzi tak bardzo życzliwych i gotowych pomóc o każdej porze dnia i nocy.

Czego ludzie oczekują od kapłana dzisiaj?

Nie ma złotej odpowiedzi. Myślę, że ludzie oczekują od kapłana autentyczności i otwartości, by kapłan był sobą, by nie grał ani elokwentnego polonisty na ambonie, ani gwiazdora w czarnych okularach, lecz aby był sobą, człowiekiem słabym, grzesznym, mocnym duchowo i pełnym Ducha. Ksiądz nie może się dzisiaj zamykać na plebani. Myślę, że ludzie oczekują od kapłanów zejścia z Franciszkowej kanapy i wyjścia do ludzi czy to, by porozmawiać przed kościołem po Mszy, czy też przychodząc do ludzi, którzy pracują przy kościele, czy tak jak to jest w Świebodzicach zaprosić na śniadanie współpracowników. Dzisiejszy człowiek potrzebuje kapłana, który naprawdę jest specjalistą od kontaktu z Bogiem, ale nie teoretyka, lecz praktyka.

Jak ocenia Ksiądz swoją praktykę?

Dużo by można mówić, myślę, że to był Boży czas pracy, nauki i modlitwy, czas w którym konkretnie przyglądałem się życiu kapłańskiemu wraz z jego blaskami i cieniami, to czas utwierdzenia powołania, wielu spotkań, nawiązywania nowych relacji i doświadczania Jego obecności. Praktykę oceniam jako bardzo dobrą.

Serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę wszelkich łask na drodze do kapłaństwa. Szczęść Boże.

Rozmowę przeprowadził ks. Mirosław.

Dodaj komentarz

Góra